Polacy gorsi w debiucie

15 września 2013

W sobotę 14 września seniorska reprezentacja Polski zadebiutowała w futbolu 11-osobowym. W Warszawie Polacy przegrali z Holandią 14:37.

Rozgrywany przy sztucznym oświetleniu mecz rozpoczął się dla Polaków katastrofalnie. Gospodarze wygrali losowanie i zdecydowali się na odbiór piłki. Po wykopie Holendrów futbolówkę zgubił Tomasz Dziedzic. Goście ją odzyskali, a do pokonania mieli tylko 30 jardów. Dwie minuty później wyszli na prowadzenie po precyzyjnym podaniu Richarda Bouthooma do Toma van Duijna. Chwilę później skutecznie podwyższył Jordin Kemperman i było 7:0. Co ciekawe było to jedyne skuteczne kopnięcie tego dnia w wykonaniu Holendrów. Trzy kolejne próby podwyższeń za jeden Polacy zablokowali.

Po wykopie gości na boisku pojawiła się polska formacja ataku. Jednak już po trzech biegach Biało-Czerwoni byli zmuszeni do odkopnięcia piłki. Po długim puncie w wykonaniu Mateusza Ruty przewinienie popełnił Artur Loncierz i przyjezdni swoją drugą serię zaczynali na swoim 22. jardzie. Na domiar dla Polaków złego Holendrzy potrzebowali zaledwie jednego zagrania by zdobyć drugie tego wieczora przyłożenie. Podanie Bouthooma złapał potężny Haver Droeze i mimo asysty dwóch obrońców wbiegł w pole punktowe.

W kolejnym drive’ie na boisku pojawił się rozgrywający Damian Kołpak. Jego dwa biegi nie przyniosły jednak zysku jardowego. Po przewinieniu i powaleniu Michała Kołka przed linią wznowienia akcji Polacy musieli znowu odkopywać. Cztery biegi rywali pozwoliły im przenieść piłkę na 45. jard przed polem punktowym Polaków. Wtedy ponownie błysnął duet Bouthoorn - Haver Droeze. Tym razem touchdown goście zdobyli po 55-jardowym podaniu.

Kolejny słaby wykop Kempermana pozwolił gospodarzom rozpocząć serię 10 jardów od linii środkowej boiska. Pierwsze jej zagranie było najlepszym w całej kwarcie. 15-jardowy bieg Jakuba Płaczka przyniósł upragnioną pierwszą próbę. Później było jednak gorzej. Nieudany biegi dwa niecelne podania Michała Kołka zmusiły gospodarzy do kolejnego odkopnięcia. Co ciekawe bez zagrania Płaczka Polacy zakończyliby pierwszą kwartę z bilansem minus 13 jardów w ofensywie.

Holendrzy rozpoczęli swoją serię tuż przed własnym polem punktowym. Po raz pierwszy w tym meczu gospodarze zmusili ich do odkopnięcia. Dwie następne serie obu zespołów nie przyniosły efektów i kibice obejrzeli odkopnięcia.

Na niespełna pięć minut przed końcem drugiej kwarty Polacy przeprowadzili swoją najlepszą serię ofensywną w pierwszej połowie. Dwie pierwsze próby pozwoliły im dotrzeć do 43. jarda na swojej połowie. Dwa udane i dwa niecelne podania Kołka spowodowały, że piłkę przejęli rywale tuż przy linii środkowej boiska. W ostatnich minutach podanie Bouthoorna przechwycił Paweł Świątek, a rzut Kołka Kevin Bourne. Druga kwarta zakończyła się remisem 0:0, a po pierwszych 24 minutach regulaminowego czasu gry Holendrzy prowadzili 19:0.

Końcówka pierwszej połowy nastrajała kibiców optymistycznie, jednak początek trzeciej odsłony był dla Polaków bardzo niedobry. Po otwierającym drugą połowę wykopie Sidney Kunst wykonał 87-jardową akcję powrotną. Został zatrzymany raptem 3 jardy przed polem punktowym gospodarzy. W następującym zagraniu Frank van Berkum przemierzył z piłką brakujący dystans i Holendrzy prowadzili już 25:0. W następnych czterech seriach ataku żadnej z drużyn nie udało się zbliżyć do pola punktowego rywali i obie ekipy musiały ratować się puntem. Na niewiele ponad pięć minut przed końcem 3. kwarty Polacy popełnili kolejny błąd. Piłkę zgubił Kołek. W polu punktowym Polaków odzyskał ją Bourne i było 0:31. Wtedy jednak serca polskich kibiców wypełniła radość. W próbie podwyższenia po przyłożeniu w wykonaniu Holendrów piłka została strącona. Podniósł ją Karol Mogielnicki i wykonał piękną, 90-jardową akcję powrotną, która jest premiowana dwoma punktami.

W następującej serii ataku Polaków na boisku pojawił się 18-letni rozgrywający Filip Ilnicki, który na co dzień występuje w drużynie German Football League Berlin Rebels. Gra ofensywna Biało-Czerwonych nabrała kolorów. Jednak mimo kilku biegów, udanego podania, i zdobycia dwóch pierwszych prób, Ilnicki pomylił się posyłając piłkę w ręce rywala. W kolejnym ciągu zagrań ofensywnych, rozpiętym między końcówką trzeciej i początkiem czwartej kwarty, Holendrzy dotarli do 37. jarda przed polem punktowym Polaków. Tam zostali jednak zatrzymani w czwartej próbie. Na boisko powróciła formacja ofensywna gospodarzy kierowana ponownie przez Ilnickiego. Jego dwa ładne podania pozwoliły przenieść piłkę na 29. jard przed polem punktowym przeciwników. Po następnym zagraniu kibice eksplodowali z radości. 29-jardowe podanie złapał skrzydłowy Lowlanders Białystok Tomasz Zubrycki i Polacy mogli celebrować pierwszy touchdown.

Goście odpowiedzieli ponad sześciominutowym ciągiem zagrań zwieńczonym drugim tego dnia przyłożeniem Franka van Berkuma. Chwilę później powód do radości dał Polakom ponownie Filip Ilnicki, który popisał się pięknym, 54-jardowym biegiem za sześć punktów. Do końca meczu żadnej z drużyn nie udało się zmienić wyniku i towarzyskie spotkanie zakończyło się zasłużonym zwycięstwem Holendrów 37:14.

W obronie najlepszym zawodnikiem był defensive end Robert Rosołek, który czterokrotnie powalał rywali i miał główny udział w dwóch akcjach, w których rozgrywający gości był zatrzymywany przed linią wznowienia akcji. Dodatkowo Rosołek zablokował jedną z prób podwyższenia za jeden punkt. Najlepszy w ataku był rozgrywający Filip Ilnicki, który podał na przyłożenie i sam zdobył touchdown po biegu.

W całym spotkaniu goście zdobyli 19 pierwszych prób; gospodarze 11. Holendrzy mieli wielką przewagę w jardach uzyskanych po podaniach 265:110. Bilans jardów po biegach przemawia na korzyść Biało-Czerwonych 94:55. Gros z nich zdobył quarterback Filip Ilnicki, ponad połowę w biegu na drugie przyłożenie Polaków.

- Mecz nie mógł się zacząć dla nas gorzej. Najpierw strata przy pierwszym wykopie, potem dwa bliźniacze, długie podania i było już 0:19. Byliśmy jednym olbrzymim kłębem nerwów. To niestety paraliżowało grę i prowokowało elementarne błędy. Na szczęście wraz z upływem czasu zaczęliśmy grać coraz swobodniej i dużo lepiej. Poza pierwszą kwartą graliśmy jak równy z równym. Nie należy zapominać, że Holendrzy mają bardzo duże doświadczenia futbolowe. Gros zawodników, którzy dzisiaj wybiegli na stadion Polonii gra ze sobą od 8 lat. Co więcej, większość z nich rozpoczynała grać w futbol w wieku kilkunastu lat. To musi procentować. Z racji niedużych dystansów w Holandii nasi rywale spędzili na wspólnych treningach łącznie 12 dni. Nasi zawodnicy zgrywali się na dwóch dwudniowych zgrupowaniach. Pierwsze lwy za płoty. Nasza drużyna ma potencjał, ale przed nami mnóstwo pracy – powiedział Jędrzej Stęszewski, prezes PLFA. - Kibice byli dzisiaj obłędni. Dopingowali naszych przez cały mecz z najwyższym zaangażowaniem. Zawodnicy mogli się czuć jakby grali nie przed trzytysięczną a trzydziestotysięczną publicznością. To był magiczny wieczór - dodał Stęszewski.

Polska - Holandia 14:37 (0:19, 0:0, 2:12, 12:6)

I kwarta
0:7 przyłożenie Toma van Duijna po 3-jardowej akcji po podaniu Richarda Bouthooma (podwyższenie za jeden punkt Jordin Kemperman)
0:13 przyłożenie Tima Havera Droeze po 78-jardowej akcji po podaniu Richarda Bouthooma
0:19 przyłożenie Tima Havera Droeze po 55-jardowej akcji po podaniu Richarda Bouthooma

III kwarta
0:25 przyłożenie Franka van Berkuma po 3-jardowej akcji biegowej
0:31 przyłożenie Kevina Bourne’a po odzyskaniu piłki w polu punktowym Polaków
2:31 dwa punkty dla Polaków po 90-jardowej akcji powrotnej Karola Mogielnickiego po zablokowaniu próby podwyższenie za dwa punkty w wykonaniu Holendrów

IV kwarta
8:31 przyłożenie Tomasza Zubryckiego po 29-jardowej akcji po podaniu Filipa Ilnickiego
8:37 przyłożenie Franka van Berkuma po 33-jardowej akcji po podaniu Richarda Bouthooma
14:37 przyłożenie Filipa Ilnickiego po 54-jardowej akcji biegowej

Mecz obejrzało 2900 widzów.

MVP meczu: Tim Haver Droeze (skrzydłowy Holandii)

Statystyki meczowe: http://tnij.org/pl_ned_stats

Biuro Prasowe PLFA
biuroprasowe@plfa.pl