O jedno przyłożenie od ME

11 października 2015

W rozegranym w niedzielę 11 października w Pardubicach meczu eliminacyjnym do Mistrzostw Europy Reprezentacja Polski w futbolu amerykańskim przegrała z Czechami 7:14. Na pół minuty przed końcem regulaminowego czasu gry formacja ataku biało-czerwonych zdobyła wyrównujące przyłożenie, jednak nie zostało ono zaliczone przez sędziów. 

W pierwszej połowie kibice nie zobaczyli żadnej akcji punktowej. Formacje obrony obu zespołów regularnie stawały na wysokości zadania. Dość powiedzieć, że pierwszą próbę Polacy zdobyli dopiero w drugiej kwarcie. Czesi chcący oprzeć swoje ciągi akcji o zagrania podaniowe musieli uznać wyższość naszej trzeciej linii obrony, w której brylował Mikołaj Cieśla wybijający futbolówki kierowane do skrzydłowych. Największe zyski jardowe przynosiły gospodarzom biegi rozgrywającego Jana Dundacka. Polacy z kolei próbowali akcji biegowych, jednak linia ofensywna nie była w stanie skutecznie torować drogi running backom. Najładniejszą zagrywką pierwszej połowy było zagranie typu zasłona, po którym Konrad Starczewski zdobył kilkanaście jardów. W połowie drugiej kwarty Czesi zdecydowali się kopnięcie z pola z dużej odległości od bramki Polaków. Świetną akcję wykonał jednak Daniel Tarnawski, który zablokował piłkę. 

Po przerwie sygnał do ataku dał Mikołaj Cieśla. Jego piękna akcja powrotna po wykopie rywali pozwoliła atakowi biało-czerwonych rozpocząć swoją serię w okolicy linii środkowej boiska. Po kilku celnych podaniach Bartosza Dziedzica jedno z zagrań o mało co nie skończyło się katastrofą. Tomasz Zubrycki złapał podanie od Dziedzica, jednak po kilku krokach i uderzeniu obrońcy zgubił piłkę. Największą przytomnością i siłą wykazał się Tomasz Ochnio, który odzyskał futbolówkę. Chwilę później Ochnio złapał krótkie podanie i wbiegł z piłką w pole punktowe. Grający na co dzień w zespole Warsaw Sharks skrzydłowy zdobył przyłożeni w każdym z trzech tegorocznych meczów reprezentacji. 

Po przerwie atak Czechów znalazł sposób na szczelną w pierwszej połowie formację obrony Polaków. Dundacek wraz Lukasem Ruzkiem do znudzenia na przemian wykonywali akcje biegowe, które regularnie przynosiły duże zyski jardowe. Świetnie prezentowała się też linia ofensywna gospodarzy, która neutralizowała pracę pierwszej i drugiej linii defensywy biało-czerwonych. Biegi Dundacka i Ruzka często były zatrzymywane dopiero przez ostatnich obrońców - Marcina Kaima, Antioniego Omondi lub Adama Larego. Kilka minut po punktach Polaków do remisu doprowadził Dundacek. 

W odpowiedzi ładnymi akcjami popisali się  Michała Dybowicza, Zbigniewa Szrejbera oraz Konrada Starczewskiego, ale niestety ich zagrania były przeplatane nieskutecznymi biegami, po których jardy zamiast zdobywać, traciliśmy. Często w opałach był Dziedzic, który został kilkukrotnie powalony przed linią wznowienia akcji. Dodatkowo w prowadzeniu gry nie pomagały proste przewinienia. 

W czwartej kwarcie gospodarze kontynuowali skuteczny marsz po murawie, głównie przy użyciu wcześniej sprawdzonej zagrywki. Czesi wyszli na prowadzenie po biegu MVP spotkania Adama Dundacka. Orły rzuciły się do odrabiania strat i trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry rozpoczęły swoją serię w ataku. Był to najlepszy tego dnia ciąg zagrań ofensywnych Polaków. Futbolówkę po precyzyjnych podaniach Dziedzica złapali Szrejber, Ochnio i Matkowski. Na pół minuty przed końcem meczu długie podanie między obrońcami złapał Tomasz Dziedzic. Piłkę odebrał na piątym jardzie, jednak w okolicy linii pola punktowego została mu ona wybita przez obrońcę. Na polskiej części trybun i ławce rezerwowych gości zapanowała euforia. Nie trwała ona jednak długo - zamiast wymarzonej dogrywki arbitrzy uznali, że polski skrzydłowy nie opanował piłki, a co za tym idzie przyłożenie nie może zostać uznane. Chwilę później w czwartej próbie Bartosz Dziedzic został powalony w okolicy linii wznowienia akcji i Czesi rozpoczęli celebrację. 

Porażka z Czechami odebrała Polakom prawo gry w Mistrzostwach Europy w 2016 roku. Najlepszym zawodnikiem meczu był zdobywający mnóstwo jardów biegami Jan Dundacek. Wśród biało-czerwonych najlepiej zaprezentował się Krzysztof Wis, który kilka tygodni po zmianie pozycji 10 razy powalił przeciwników z piłką oraz bardzo skutecznie odkopywał piłkę. 

- Nie byliście tak dobrzy jak myśleliście i nie byliśmy tak dobrzy jak myśleliśmy - powiedział samokrytycznie po spotkaniu trener Polaków Brad Arbon. - Teraz czas na ewaluację poszczególnych zawodników i przygotowanie takiego planu pracy do The World Games 2017, który nie uwzględnia startu w Mistrzostwach Europy. Nie chcieliśmy planować dalekiej przyszłości nie znając wyniku meczu z Czechami. Mamy sporo pracy przy niektórych aspektach gry. Nie chcę wyróżniać ani stygmatyzować poszczególnych zawodników, ale w następnych meczach na pewno nie możemy pozwolić sobie na tak trywialne przewinienia - kontynuuje Arbon. 

- Przez ostatnie pół roku reprezentacja poczyniła potężny postęp. Nasza drużyna bardzo mocno rozwinęła się sportowo. Mimo że jesteśmy jedną z najmłodszych reprezentacji w Europie, jak równy z równym walczymy z drużynami narodowymi krajów, w których gra się w futbol nawet od 30 lat. Bardzo żałujemy, że nie udało się pokonać Czechów, którzy absolutnie byli w naszym zasięgu. Półtora roku temu proponowaliśmy naszym południowym sąsiadom rozegranie sparingu. Wtedy odmówili twierdząc, że nie będziemy dobrym rywalem, gdyż pokonają nas 50 punktami. Zawodnicy występujący w biało-czerwonych uniformach pokazali, że bardzo szybko skracają dystans do najlepszych drużyn w Europie - skomentował Jędrzej Stęszewski, prezes Stowarzyszenia Polski Związek Futbolu Amerykańskiego.
 

Czechy - Polska 14:7 (0:0, 0:0, 7:7, 7:0) 

III kwarta
7:0 przyłożenie Tomasza Ochnio po 7-jardowej akcji podaniowej od Bartosza Dziedzica (podwyższenie za jeden punkt Dawid Pańczyszyn)
7:7 przyłożenie Jana Dundacka po 11-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Marek Hrubon)

IV kwarta
14:7 przyłożenie Jana Dundacka po 9-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Marek Hrubon)

 

Biuro Prasowe PLFA
biuroprasowe@plfa.pl